Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą dieta

Dlaczego majonez ma tyle kalorii? Wojna, której mój organizm nie rozumie

  Dlaczego majonez ma tyle kalorii? Wojna, której mój organizm nie rozumie. Są w Polsce konflikty, w które rozsądny człowiek się nie miesza. Polityka. Pieniądze. I majonez. Zwłaszcza majonez. Wystarczy powiedzieć „Winiary” i gdzieś po drugiej stronie barykady otwiera się słoik Kieleckiego. A potem wchodzę ja ze swoim majonezem vege i nagle okazuje się, że zwaśnione strony mają wspólnego wroga. Mniej więcej tak powstał obrazek do tego wpisu. Ale kiedy już skończyłam się z niego śmiać, zaczęłam się zastanawiać nad czymś znacznie bardziej BodyMirrorowym. Dlaczego właściwie majonez ma aż tyle kalorii? Cała tajemnica siedzi w tłuszczu Majonez to przede wszystkim produkt o dużej zawartości tłuszczu. A tłuszcz jest najbardziej energetycznym z podstawowych składników odżywczych. Jeden gram tłuszczu dostarcza około 9 kcal . Dla porównania: 1 g białka to około 4 kcal, 1 g węglowodanów to około 4 kcal. I nagle robi się jasne, dlaczego stosunkowo niewielka ilość majonezu...

Dlaczego zdrowe nie zawsze jest zdrowe?

  Kawa Inka, a może cykoria? Dlaczego zdrowe nie zawsze jest zdrowe? Od kilku miesięcy prowadzę na sobie małe śledztwo. Eksperyment. Tortury. Zwał, jak zwał. Nie takie z lupą i odciskami palców. Bardziej z kubkiem kawy i bardzo uważnym obserwowaniem własnego brzucha. I wygląda na to, że znalazłam kolejnego podejrzanego. Cykorię. Przecież cykoria jest zdrowa No właśnie. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę: „Czy cykoria jest zdrowa?” I niemal wszędzie przeczytacie: zawiera błonnik, wspiera mikrobiotę jelitową, jest źródłem inuliny, pomaga rozwojowi dobrych bakterii. Brzmi świetnie. I bardzo możliwe, że dla większości ludzi rzeczywiście tak jest. Ja jednak od pewnego czasu coraz częściej zadaję sobie inne pytanie. A co, jeśli zdrowe... nie znaczy zdrowe dla każdego? Inka czy cykoria? Przez długi czas byłam przekonana, że problemem jest sama kawa zbożowa. Przestałam ją pić. Wracałam. Znowu odstawiałam. I cały czas miałam wrażenie, że coś mi umyka. Dopiero kiedy zaczęłam dokładniej...

Jedz ciemne pieczywo i makarony - dlaczego się o tym mówi?

  Jedz ciemne pieczywo i makarony – dlaczego się o tym mówi? Dlaczego za każdym razem, gdy otwieram Facebooka albo YouTube, widzę kolejną rolkę z hasłem: „Jedz ciemne pieczywo!” „Białe pieczywo to zło!” „Makaron tylko pełnoziarnisty!” „Nigdy nie jedz białej bułki!” Bo podobno to "samo zdrowie". Podobno... Skąd ta cała miłość do ciemnego pieczywa? Z założenia sprawa jest dość prosta. Ciemne pieczywo, pełnoziarniste makarony i produkty zawierające więcej błonnika zwykle: wolniej się trawią, wolniej uwalniają energię, dłużej dają uczucie sytości, mają niższy indeks glikemiczny. Brzmi rozsądnie. I w wielu przypadkach rzeczywiście tak działa. Poznajmy zdrową Lucy Wyobraźcie sobie Lucy. Ale taką zdrową. Bez IBS. Bez refluksu. Bez wszystkich moich przygód z układem pokarmowym. Lucy zjada na śniadanie: dwie kromki ciemnego pieczywa, wędlinę, ogórka. Brzmi zdrowo? Bardzo. Lucy je śniadanie, zajmuje się swoimi sprawami, pracuje, chodzi po świecie i przez długi czas nie myśli o jedzeniu...

Moja silna wola, a właściwie jej brak

  Nutella kontra silna wola – dziwny przypadek Lucy Moja silna wola, a właściwie jej brak Ktoś kiedyś powiedział: „Znajdź silną wolę, to schudniesz.” Taaa. Łatwo powiedzieć. Gorzej znaleźć. Gdzie kupić silną wolę? Lucy szukała silnej woli wszędzie. W sklepie. Na forum. Na Allegro. Na Temu. Nie sprzedają. Nie dają. Nie proponują nawet w promocji. A przecież gdyby była opcja: „Silna wola, zestaw 2+1 gratis” to brałabym od razu. To trochę jak z tym dowcipem: „Ugotuj makaron al dente.” Tylko gdzie ja mam kupić to całe al dente? Poszło o Nutellę Oczywiście, że poszło o jedzenie. A konkretnie o Nutellę. Tak, tę Nutellę. Słodką jak jasna cholera. Czekoladową. Z orzechami. Totalnie niezdrową. I niestety pyszną. Wojnę stoczyłam: ze sobą, z Lucy, z Ciastkiem, ze sklepem, znowu ze sobą. I cóż. Przegrałam. A przynajmniej tak mi się na początku wydawało. Promocja, czyli ulubiona broń Lucy Sprawdziłam aplikację sklepu. Błąd numer jeden. Okazało się, że mam punkty, które dają mi świetną zniżkę na...

Dlaczego cukier, a nie erytrytol?

  Dlaczego cukier, a nie erytrytol? Brzmi jak herezja, prawda? Internet od kilku lat próbuje przekonać mnie, że cukier to biała śmierć, a erytrytol, ksylitol i cała reszta słodzikowej rodziny to niemal cud natury. No więc... Mój brzuch ma na ten temat nieco inne zdanie. Przecież są zdrowsze zamienniki Jest ich całe mnóstwo. Erytrytol. Ksylitol. Stewia. Słodziki. Mieszanki. Produkty "bez cukru". Produkty "fit". Produkty "zero". Produkty "light". Brzmi świetnie. I pewnie dla wielu osób faktycznie świetnie działa. Ja też dałam się skusić. Oczywiście na promocji. Bo jakżeby inaczej. Lucy zobaczyła promocję Zachęcona atrakcyjną ceną kupiłam dwa opakowania erytrytolu. Dwa. Bo przecież jak promocja, to trzeba korzystać. Prawda? Nieprawda. Już po pierwszym użyciu gorzko tego pożałowałam. Dosłownie i w przenośni. Czym właściwie są poliole? Tutaj zaczyna się ciekawsza część historii. Erytrytol i ksylitol należą do grupy substancji nazywanych poliolami. Pol...

Dziwny przypadek Lucy - sobotni powrót ziemniaka

  Dziwny przypadek Lucy – powrót ziemniaka Ale wtopa! Jaki ten organizm ludzki jest dziwny. A może tylko mój? Albo Lucy? Jeszcze niedawno byłam niemal pewna, że ziemniaki znajdują się na liście podejrzanych. Pisałam wcześniej o tym, jak mój organizm reagował na połączenie ziemniaków ze schabem czy kotletem. Był ból brzucha, były gazy, było ogólne niezadowolenie jelit. Sprawa wydawała się zamknięta. Aż do teraz. Powrót ziemniaka Tydzień temu testowałam obiad składający się z: ryżu jaśminowego, gotowanego fileta z kurczaka, mizerii. I było świetnie. Zero bólu. Zero gazów. Zero przelewania. Postanowiłam wczoraj zrobić kolejny eksperyment. Tym razem zamieniłam ryż na ziemniaki - pisałam o tym TUTAJ . I tutaj wydarzyło się coś ciekawego. Tym razem użyłam wagi Nie po to, żeby wpisywać wszystko do aplikacji. Jeszcze nie. Po prostu chciałam sprawdzić, ile właściwie znajduje się na moim talerzu. Ziemniaków było mniej niż zwykle. Tak przynajmniej wyglądało na oko. Po zważeniu okazało się, że...

I znowu ta pizza...

  I znowu ta pizza... Za chwilę wyjdzie, że żywię się wyłącznie pizzą. Otóż nie. Ale będąc ostatnio w sklepie, Lucy kątem mojego oka dostrzegła promocję na naszą ulubioną pizzę. I przepadło. To znaczy... Lucy przepadła. Ja tylko stałam obok i bezskutecznie próbowałam udawać rozsądną osobę. Pisałam już wcześniej  TUTAJ o tej całej pizzowej aferze i wygląda na to, że właśnie doczekaliśmy się jej kolejnego rozdziału. Bo przecież pizza była w zamrażarce. A skoro była w zamrażarce, to nie mogła się zmarnować. Logika Lucy jest czasami naprawdę przerażająco skuteczna. Problem nie jest w pizzy A przynajmniej nie tylko. U mnie od zawsze działa pewien schemat. Jeśli mam coś do jedzenia w ilości „sztuk x”, to szanse, że te „sztuk x” przetrwają tyle, ile powinny, są niewielkie. Pięć małych Prince Polo? Moment i nie ma. Dwie pizze? Dwa dni. Brzmi śmiesznie, ale za tym śmiesznym mechanizmem kryje się coś znacznie ważniejszego. Pizza i kalorie Pamiętacie wpis o kaloriach? To dokładnie ten s...

Lucy i kalorie

Ja chcę schudnąć. Lucy niekoniecznie. Ja chcę schudnąć. Lucy też powinna. Ale Lucy nie chce. Ja chcę. To bardzo skomplikowana relacja. To tylko 5–6 kg. Tylko. Niby niedużo. Raptem 5–6 kg. Po tych ponad 20 kg, które już schudłam, wydaje się to wręcz niczym. I właśnie to jest chyba największa pułapka. Bo człowiek zaczyna myśleć: „To przecież tylko trochę.” „To już prawie koniec.” „To samo zejdzie.” No nie. Nie zejdzie. Zwłaszcza jeśli Lucy regularnie sabotuje całą operację. Lucy kusi. Trzeba na kogoś zrzucić winę. Lucy kusi wszystkim. Wafelkiem. Pizzą. „Tylko czymś małym.” „Przecież dziś miałam ciężki dzień.” „Od jutra już normalnie.” Klasyka. Potrafi wręcz wymusić wyjście do sklepu. I najgorsze jest to, że ja wiem, jak to się skończy. Po drożdżówce brzuch tragedia. Po pizzy też. Ale Lucy ignoruje fakty, a ja przegrywam. Kupuję. Jem. Potem umieram. Naprawdę ciężko nazwać to inteligentnym planem życiowym. To „muszę” jest straszne Najgorsze jest chyba właśnie to uczucie: „muszę”. N...

To, co dozwolone na diecie, wcale nie musi być dobre dla mojego brzucha

  Byłam na różnych dietach. Każda z nich miała jedną wspólną cechę: lista rzeczy zakazanych lista rzeczy dozwolonych I wszystko byłoby proste, gdyby życie działało jak tabelka. Bo według tych zasad: jeśli jem to, co „dozwolone”, powinno być dobrze. A u mnie… często nie było. Zakazane jest jasne. Dozwolone już nie. Zauważyłam coś dziwnego. To, co było zakazane — często faktycznie mi szkodziło. Ale to, co było dozwolone… potrafiło zrobić dokładnie to samo. I tu zaczyna się problem, o którym mało kto mówi. Bo dieta zakłada jedno: skoro coś jest „OK”, to można to jeść bezpiecznie A mój brzuch miał na to zupełnie inne zdanie. „Zdrowe” nie znaczy „dla mnie dobre” Pamiętam moment, w którym zaczęłam się naprawdę przyglądać temu, co jem. Nie pod kątem kalorii. Nie pod kątem „czy to fit”. Tylko co się dzieje później I zaczęły wychodzić rzeczy, które kompletnie nie pasowały do tego, co mówi internet. Bez glutenu. Z nasionami. „Zdrowa alternatywa”. A u mnie? ciężkość...

Dlaczego chleb gryczany mi szkodzi, a innym nie?

  Dlaczego chleb gryczany mi szkodzi, a innym nie? To pytanie jest proste. Odpowiedź już nie. Niby takie banalne pytanie, ale odpowiedź już nie jest banalna. Zacznijmy od podstaw. Czym właściwie jest dieta? Zacznijmy od tego, że dieta z definicji to sposób odżywiania się. To całokształt sposobu odżywiania się — zestawienie składników odżywczych oraz produktów spożywanych regularnie, dostosowane do potrzeb organizmu, stylu życia i stanu zdrowia. Istnieją ich zapewne setki — w zależności od potrzeb danego organizmu. Low FODMAP — teoria vs rzeczywistość Jedną z takich diet jest dieta low FODMAP, którą ja sama powinnam stosować ze względu na zespół jelita drażliwego. Dieta ta pozwala jednak na spożywanie pieczywa gryczanego oraz nasion chia (i wiele, wiele innych), natomiast zakazane jest spożywanie pieczywa pszennego oraz całej masy innych rzeczy. I tu zaczęły się problemy Jaką ja sobie krzywdę tym zrobiłam… Wzdęcia, bóle brzucha, przelewanie, gazy takie, że nawet pies uciekał z pokoj...