Przejdź do głównej zawartości

O czym jest ten blog

        Blog i aplikacja pomagająca zrozumieć własny organizm i relacje z jedzeniem.

Od lat próbowałam zrozumieć swoje ciało.
Brzuch boli? Jedz to. Nie jedz tamtego. Dieta taka, dieta siaka.

I zawsze gdzieś w tle ktoś mówił: „musisz”.

Musisz jeść TAK.
Musisz wyeliminować TO.
Musisz się trzymać TYCH zasad.

Jedz te trzy produkty, a natychmiast schudniesz!

Tylko że… moje ciało najwyraźniej nie dostało tej instrukcji.

Zaczęłam zauważać, że to, co „działa u wszystkich”, u mnie często nie działa wcale.
A czasem wręcz szkodzi. Jednego dnia coś jest ok, drugiego dnia po tym samym mam problem. Chaos.

I wtedy dotarło do mnie coś bardzo prostego:

Jeśli ktoś mówi „musisz” w kontekście diety, mówi do tłumu — nie do człowieka.

A ja nie jestem tłumem.

Ten blog nie będzie idealny. Nie będzie influencerki. Nie będzie selfie, buziaczków ani tysiąca fotek. Będzie brakowało przecinków albo będzie ich w nadmiarze. 

To nie AI pisze teksty. Piszę je ja – autorka bloga.


Dlatego powstał BodyMirror

Nie jako kolejna dieta.
Nie jako „plan idealny”.

Powstał jako narzędzie do obserwacji.

Zamiast zgadywać — zaczęłam zapisywać:
co jem, kiedy, co się dzieje później, jak się czuję.

Bez ocen.
Bez presji.
Bez „musisz”.

Na początku w zwykłym Excelu — funkcje, kolory, wnioski.

I nagle zaczęły pojawiać się wzorce.

Nie takie z internetu.
Moje.


Od Excela do aplikacji

Dosłownie kilka tygodni temu wpadłam na pomysł, żeby to uprościć.
Bo skoro mi to pomaga, to może pomóc też komuś innemu.

Dzięki współpracy ze sztuczną inteligencją, po wielu testach, poprawkach i kombinacjach — powstała aplikacja.
I w końcu jest online.


Czym jest BodyMirror?

To prosta aplikacja, która:

  • zapisuje wpisy (posiłki, objawy, samopoczucie)
  • pokazuje zależności w czasie
  • pomaga zobaczyć, co naprawdę na Ciebie działa, a co nie

Nie diagnozuje.
Nie leczy.
Nie udaje lekarza.
Nie jest AI.

To tylko lustro. Ale bardzo konkretne. Uczy się Twojego ciała na podstawie indywidualnych wpisów. Porównuje, wyciąga wnioski. Niczego nie sugeruje, nie ocenia, nie każe. Obserwuje, ale może popełniać błędy (nikt nie jest idealny).


Dlaczego to zrobiłam?

Bo mam dość chaosu.
Bo mam dość „uniwersalnych rad”.
Bo wiem, jak to jest szukać odpowiedzi i ich nie znajdować.

I jeśli to miejsce pomoże choć jednej osobie:

  • lepiej zrozumieć swoje ciało
  • przestać się szarpać z dietami
  • odzyskać trochę kontroli

to było warto.


Na koniec

Nie jestem dietetykiem (ukończyłam I stopień dietetyki i tylko tyle).
Nie jestem lekarzem — nie leczę, nie diagnozuję, nie radzę.

Jestem człowiekiem, który przestał zgadywać i zaczął patrzeć.

Dlaczego?

Bo chciałam schudnąć.
Bo chudłam, tyłam z nawiązką, znowu chudłam i znowu tyłam.
Bo ważyłam ponad 80 kg, a dziś ważę 65 kg.

Bo mam Hashimoto, IBS, refluks, przepuklinę żołądkowo-przełykową.
Bo nie mam jednego nadnercza (usunięte przez guz).
Bo mam zaburzenia hormonalne po amputacji macicy i jajnika.
Bo mam różne nietolerancje i reakcje krzyżowe (np. histamina, pokrzywka).

Bo mnie szlag trafia, gdy widzę, jak ktoś mówi:
„MUSISZ jeść więcej błonnika, więcej białka, ciemne pieczywo”
albo
"Jedz TE TRZY składniki i schudniesz!"

Bo ja tak jadłam.

A potem po jednej kromce ciemnego chleba zwijałam się z bólu.
Po większej ilości białka mam brzuch jak balon.
Po nawet jednym z tych trzech magicznych składników boli mnie brzuch, a gazy mam takie, że klękajcie narody.

Wiecie co? Ja też kiedyś wrzucałam siebie do jednego worka z innymi.
Z nadzieją, że w końcu coś zadziała. Że któraś dieta to ta właściwa. To ta magiczna.

U mnie utrata ostatnich 10 kg wagi była efektem ubocznym.
Efektem obserwacji i zrozumienia zależności.
Ponieważ chciałam pozbyć się w końcu bólu, wzdęć, obrzęków.

Badania? W większości książkowe — poza witaminą B9 i przeciwciałami (AntyTPO, AntyTG). Nawet testy alergiczne wyszły mi prawidłowo, a bąbelek histaminy nawet nie istniał.
Przyjmuję kwas foliowy 15 mg, bo nie jestem w stanie dostarczyć go z warzyw (naprawdę niewiele mogę), Mesopral ze względu na silny refluks i przepuklinę oraz Estrofem – hormony ze względu na początki menopauzy.


I może właśnie tego najbardziej mi brakowało.

Nie kolejnych zasad.
Nie kolejnych „musisz”.

Tylko uważnego patrzenia na siebie.


Komentarze

Warto przeczytać

Update aplikacji

Update aplikacji BodyMirror Zrobiłam update aplikacji BodyMirror – w sekcji "Waga" dołożyłam opcjonalne "Wypróżnienia", gdzie będzie można wpisać ich rodzaj oraz ilość. Logika aplikacji działa na podobnej zasadzie - analizuje wzroce na podstawie wpisanych posiłków. Ilość snu powiązałam również z posiłkami, samopoczuciem, ewentualną wagą, ale wzorzec będzie widoczny dopiero po około 10 wpisach. Link do aplikacji jest TUTAJ .

Dlaczego cukier, a nie erytrytol?

  Dlaczego cukier, a nie erytrytol? Brzmi jak herezja, prawda? Internet od kilku lat próbuje przekonać mnie, że cukier to biała śmierć, a erytrytol, ksylitol i cała reszta słodzikowej rodziny to niemal cud natury. No więc... Mój brzuch ma na ten temat nieco inne zdanie. Przecież są zdrowsze zamienniki Jest ich całe mnóstwo. Erytrytol. Ksylitol. Stewia. Słodziki. Mieszanki. Produkty "bez cukru". Produkty "fit". Produkty "zero". Produkty "light". Brzmi świetnie. I pewnie dla wielu osób faktycznie świetnie działa. Ja też dałam się skusić. Oczywiście na promocji. Bo jakżeby inaczej. Lucy zobaczyła promocję Zachęcona atrakcyjną ceną kupiłam dwa opakowania erytrytolu. Dwa. Bo przecież jak promocja, to trzeba korzystać. Prawda? Nieprawda. Już po pierwszym użyciu gorzko tego pożałowałam. Dosłownie i w przenośni. Czym właściwie są poliole? Tutaj zaczyna się ciekawsza część historii. Erytrytol i ksylitol należą do grupy substancji nazywanych poliolami. Pol...

Dziwny przypadek Lucy

  Dziwny przypadek Lucy vel Lucindy (mój znaczy): Ten sam obiad. Prawie. Czasem człowiekowi wydaje się, że już coś wie. Że zna winowajcę. Że rozgryzł swój brzuch. Że problemem jest mięso, tłuszcz, smażenie, ciężki obiad albo jeszcze coś innego. A potem wystarczy zmienić jeden element posiłku i cały misterny plan analizy robi efektowne „ups”. Tak właśnie było u mnie. A właściwie u Lucy. No dobrze. U mnie. Przypadek numer jeden: ziemniaki i dramat Posiłek: obiad. Ziemniaki. Schab z szybkowaru. Sałata masłowa z jogurtem greckim i cukrem. Teoretycznie nic szalonego. Mięso gotowane, nie smażone. Ziemniaki normalne, bez tłuszczu i mleka. Sałata masłowa. Jogurt grecki, trochę cukru. Brzmi jak zwykły domowy obiad, a nie jelitowy zamach stanu. A jednak. Dość krótko po posiłku zaczął boleć mnie brzuch. A kilka godzin później pojawiły się gazy takie, że pies nie chciał spać ze mną w łóżku. I powiedzmy sobie szczerze: jeśli pies rezygnuje z łóżka, to sytuacja jest poważna. Lucy oczywiśc...