Przejdź do głównej zawartości

Dziwny przypadek Lucy - sobotni powrót ziemniaka

 

Obrazek przedstawiający Lucy jedzącą obiad: ziemniaki, gotowany filet z kurczaka i mizeria.

Dziwny przypadek Lucy – powrót ziemniaka

Ale wtopa!

Jaki ten organizm ludzki jest dziwny.

A może tylko mój?

Albo Lucy?

Jeszcze niedawno byłam niemal pewna, że ziemniaki znajdują się na liście podejrzanych. Pisałam wcześniej o tym, jak mój organizm reagował na połączenie ziemniaków ze schabem czy kotletem. Był ból brzucha, były gazy, było ogólne niezadowolenie jelit.

Sprawa wydawała się zamknięta.

Aż do teraz.


Powrót ziemniaka

Tydzień temu testowałam obiad składający się z:

  • ryżu jaśminowego,

  • gotowanego fileta z kurczaka,

  • mizerii.

I było świetnie.

Zero bólu.

Zero gazów.

Zero przelewania.

Postanowiłam wczoraj zrobić kolejny eksperyment.

Tym razem zamieniłam ryż na ziemniaki - pisałam o tym TUTAJ.

I tutaj wydarzyło się coś ciekawego.


Tym razem użyłam wagi

Nie po to, żeby wpisywać wszystko do aplikacji.

Jeszcze nie.

Po prostu chciałam sprawdzić, ile właściwie znajduje się na moim talerzu.

Ziemniaków było mniej niż zwykle. Tak przynajmniej wyglądało na oko.

Po zważeniu okazało się, że porcja miała około 100 g.

Do tego:

  • 62 g gotowanego fileta z kurczaka,

  • mizeria.

I wiecie co?

Najadłam się.

Naprawdę.


„Ale jak to tylko 62 gramy mięsa?!”

Już słyszę internet.

„Za mało białka.”

„Za mało mięsa.”

„Tak się nie schudnie.”

„Musisz zjeść X gramów białka.”

I tutaj dochodzimy do bardzo ważnej rzeczy.

A co, jeśli ja więcej nie mogę?

Co, jeśli mój organizm po większej ilości mięsa nie jest zachwycony?

Co, jeśli właśnie taka porcja sprawdza się u mnie najlepiej?


Internet swoje, mój organizm swoje

Będę to powtarzać tak długo, jak będzie istniał ten blog.

Internet może podpowiedzieć kierunek.

Może pokazać ciekawe rozwiązania.

Może nawet pomóc.

Ale nie zna:

  • mojego organizmu,

  • moich chorób,

  • moich wyników badań,

  • moich tolerancji pokarmowych.

Dlatego u mnie na talerzu pojawia się:

  • bułka pszenna,

  • niewielka ilość mięsa,

  • mało warzyw.

I dlatego regularnie robię badania.

Między innymi kwasu foliowego.

Jeśli trzeba będzie coś suplementować lub leczyć, zrobię to pod kontrolą lekarza.

Bo internet nie bada mi krwi.


A co z ziemniakiem?

No właśnie.

Najważniejsze zostawiłam na koniec.

Po tym obiedzie...

Nie wydarzyło się nic.

Dosłownie nic.

Zero bólu.

Zero gazów.

Zero przelewania.

Zero dramatu.

Wygląda więc na to, że ziemniak został chwilowo uniewinniony.

Przynajmniej w tym połączeniu i w tej wadze.

Przynajmniej do czasu kolejnego śledztwa.

Bo jeśli ten blog nauczył mnie jednej rzeczy, to tego, że organizm bardzo nie lubi prostych odpowiedzi.

A Lucy?

Lucy już szykuje kolejny eksperyment.

Komentarze

Warto przeczytać

Update aplikacji

Update aplikacji BodyMirror Zrobiłam update aplikacji BodyMirror – w sekcji "Waga" dołożyłam opcjonalne "Wypróżnienia", gdzie będzie można wpisać ich rodzaj oraz ilość. Logika aplikacji działa na podobnej zasadzie - analizuje wzroce na podstawie wpisanych posiłków. Ilość snu powiązałam również z posiłkami, samopoczuciem, ewentualną wagą, ale wzorzec będzie widoczny dopiero po około 10 wpisach. Link do aplikacji jest TUTAJ .

Dlaczego cukier, a nie erytrytol?

  Dlaczego cukier, a nie erytrytol? Brzmi jak herezja, prawda? Internet od kilku lat próbuje przekonać mnie, że cukier to biała śmierć, a erytrytol, ksylitol i cała reszta słodzikowej rodziny to niemal cud natury. No więc... Mój brzuch ma na ten temat nieco inne zdanie. Przecież są zdrowsze zamienniki Jest ich całe mnóstwo. Erytrytol. Ksylitol. Stewia. Słodziki. Mieszanki. Produkty "bez cukru". Produkty "fit". Produkty "zero". Produkty "light". Brzmi świetnie. I pewnie dla wielu osób faktycznie świetnie działa. Ja też dałam się skusić. Oczywiście na promocji. Bo jakżeby inaczej. Lucy zobaczyła promocję Zachęcona atrakcyjną ceną kupiłam dwa opakowania erytrytolu. Dwa. Bo przecież jak promocja, to trzeba korzystać. Prawda? Nieprawda. Już po pierwszym użyciu gorzko tego pożałowałam. Dosłownie i w przenośni. Czym właściwie są poliole? Tutaj zaczyna się ciekawsza część historii. Erytrytol i ksylitol należą do grupy substancji nazywanych poliolami. Pol...

Ryż, mizeria i filet. Niedzielny test obiadu!

  Ryż, mizeria i filet. Test zakończony sukcesem W poprzednim tygodniu pisałam TUTAJ o tym, że będę testować na obiad: ryż jaśminowy, mizerię oraz filet z kurczaka gotowany. (Poprzednio był kotlet, który jednak trochę odczułam.) No i test został przeprowadzony. I wiecie co? Nic się nie wydarzyło Dosłownie NIC. Null. Zero. Zjadłam obiad i… zapomniałam, że miałam obserwować objawy. A to przy moim brzuchu właściwie wydarzenie historyczne. Nie było: przelewania, bulgotania, gazów, ani przede wszystkim tego nagłego, skurczowego bólu, który wcześniej pojawiał się bardzo szybko po jedzeniu. Brzuch zachowywał się wręcz podejrzanie normalnie. Czyli jednak nie samo mięso? Do tej pory podejrzewałam, że problemem jest po prostu mięso: kurczak, schab, smażone, niesmażone, wszystko jedno. Ale wygląda na to, że sprawa jest bardziej skomplikowana. Kotlet drobiowy: z ziemniakami → źle, z ryżem → trochę lepiej, ale nadal nie idealnie. Za to: gotowany filet z przyprawami + ryż + mizeria okazał się d...