Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2026

Jedz ciemne pieczywo i makarony - dlaczego się o tym mówi?

  Jedz ciemne pieczywo i makarony – dlaczego się o tym mówi? Dlaczego za każdym razem, gdy otwieram Facebooka albo YouTube, widzę kolejną rolkę z hasłem: „Jedz ciemne pieczywo!” „Białe pieczywo to zło!” „Makaron tylko pełnoziarnisty!” „Nigdy nie jedz białej bułki!” Bo podobno to "samo zdrowie". Podobno... Skąd ta cała miłość do ciemnego pieczywa? Z założenia sprawa jest dość prosta. Ciemne pieczywo, pełnoziarniste makarony i produkty zawierające więcej błonnika zwykle: wolniej się trawią, wolniej uwalniają energię, dłużej dają uczucie sytości, mają niższy indeks glikemiczny. Brzmi rozsądnie. I w wielu przypadkach rzeczywiście tak działa. Poznajmy zdrową Lucy Wyobraźcie sobie Lucy. Ale taką zdrową. Bez IBS. Bez refluksu. Bez wszystkich moich przygód z układem pokarmowym. Lucy zjada na śniadanie: dwie kromki ciemnego pieczywa, wędlinę, ogórka. Brzmi zdrowo? Bardzo. Lucy je śniadanie, zajmuje się swoimi sprawami, pracuje, chodzi po świecie i przez długi czas nie myśli o jedzeniu...

Nutella kontra silna wola – dziwny przypadek Lucy

  Nutella kontra silna wola – dziwny przypadek Lucy Ktoś kiedyś powiedział: „Znajdź silną wolę, to schudniesz.” Taaa. Łatwo powiedzieć. Gorzej znaleźć. Gdzie kupić silną wolę? Lucy szukała silnej woli wszędzie. W sklepie. Na forum. Na Allegro. Na Temu. Nie sprzedają. Nie dają. Nie proponują nawet w promocji. A przecież gdyby była opcja: „Silna wola, zestaw 2+1 gratis” to brałabym od razu. To trochę jak z tym dowcipem: „Ugotuj makaron al dente.” Tylko gdzie ja mam kupić to całe al dente? Poszło o Nutellę Oczywiście, że poszło o jedzenie. A konkretnie o Nutellę. Tak, tę Nutellę. Słodką jak jasna cholera. Czekoladową. Z orzechami. Totalnie niezdrową. I niestety pyszną. Wojnę stoczyłam: ze sobą, z Lucy, z Ciastkiem, ze sklepem, znowu ze sobą. I cóż. Przegrałam. A przynajmniej tak mi się na początku wydawało. Promocja, czyli ulubiona broń Lucy Sprawdziłam aplikację sklepu. Błąd numer jeden. Okazało się, że mam punkty, które dają mi świetną zniżkę na średni słoik Nutelli. I wtedy Lucy ws...

Dlaczego cukier, a nie erytrytol?

  Dlaczego cukier, a nie erytrytol? Brzmi jak herezja, prawda? Internet od kilku lat próbuje przekonać mnie, że cukier to biała śmierć, a erytrytol, ksylitol i cała reszta słodzikowej rodziny to niemal cud natury. No więc... Mój brzuch ma na ten temat nieco inne zdanie. Przecież są zdrowsze zamienniki Jest ich całe mnóstwo. Erytrytol. Ksylitol. Stewia. Słodziki. Mieszanki. Produkty "bez cukru". Produkty "fit". Produkty "zero". Produkty "light". Brzmi świetnie. I pewnie dla wielu osób faktycznie świetnie działa. Ja też dałam się skusić. Oczywiście na promocji. Bo jakżeby inaczej. Lucy zobaczyła promocję Zachęcona atrakcyjną ceną kupiłam dwa opakowania erytrytolu. Dwa. Bo przecież jak promocja, to trzeba korzystać. Prawda? Nieprawda. Już po pierwszym użyciu gorzko tego pożałowałam. Dosłownie i w przenośni. Czym właściwie są poliole? Tutaj zaczyna się ciekawsza część historii. Erytrytol i ksylitol należą do grupy substancji nazywanych poliolami. Pol...

Błonnik, który zahamował dwie rzeczy

  Błonnik, który zahamował dwie rzeczy – chęć podjadania i chęć kupowania Czasami dzieją się rzeczy, których kompletnie się nie spodziewam. I właśnie dlatego prowadzę ten blog. Bo gdyby ktoś mi miesiąc temu powiedział, że pewien niepozorny błonnik sprawi, że przestanę myśleć zarówno o Prince Polo, jak i o zakupach, to popukałabym się w czoło. A jednak. No Cookie Today™ robi swoje Moja aplikacja No Cookie Today™ odwala kawał dobrej roboty. Wreszcie widzę, na co wydaję pieniądze. Widzę: drobne zakupy, impulsy, zachcianki, i wszystkie te małe wydatki, które pojedynczo wyglądają niewinnie, a razem robią całkiem sporą kwotę. Jeszcze niedawno zakup kolejnej pierdoły trochę bolał. Teraz nie boli. Bo po prostu nie kupuję. I to jest chyba jeszcze dziwniejsze niż wszystko, co napiszę dalej. Prince Polo zniknęło A przynajmniej prawie. Jeszcze prawie dwa tygodnie temu przy zwykłych zakupach bardzo często lądowało w koszyku Prince Polo. Bo przecież: zmieszczę się w limicie kcal, to tylko jeden ...

Dziwny przypadek Lucy - sobotni powrót ziemniaka

  Dziwny przypadek Lucy – powrót ziemniaka Ale wtopa! Jaki ten organizm ludzki jest dziwny. A może tylko mój? Albo Lucy? Jeszcze niedawno byłam niemal pewna, że ziemniaki znajdują się na liście podejrzanych. Pisałam wcześniej o tym, jak mój organizm reagował na połączenie ziemniaków ze schabem czy kotletem. Był ból brzucha, były gazy, było ogólne niezadowolenie jelit. Sprawa wydawała się zamknięta. Aż do teraz. Powrót ziemniaka Tydzień temu testowałam obiad składający się z: ryżu jaśminowego, gotowanego fileta z kurczaka, mizerii. I było świetnie. Zero bólu. Zero gazów. Zero przelewania. Postanowiłam wczoraj zrobić kolejny eksperyment. Tym razem zamieniłam ryż na ziemniaki - pisałam o tym TUTAJ . I tutaj wydarzyło się coś ciekawego. Tym razem użyłam wagi Nie po to, żeby wpisywać wszystko do aplikacji. Jeszcze nie. Po prostu chciałam sprawdzić, ile właściwie znajduje się na moim talerzu. Ziemniaków było mniej niż zwykle. Tak przynajmniej wyglądało na oko. Po zważeniu okazało się, że...

BodyMirrorTM i BodyMirror BalanceTM

  BodyMirror™ i BodyMirror Balance™ Problem z moimi projektami jest taki, że najpierw o nich wspominam, później wspominam jeszcze raz, potem dorzucam kolejne funkcje, a dopiero na końcu tłumaczę, co właściwie buduję. No więc... BodyMirror Balance™ istnieje. Jeszcze nie jako gotowa aplikacja. Ale istnieje. I jak większość moich pomysłów, dawno przestał być tym, czym miał być na początku. Miało być prosto... Pierwotnie chciałam stworzyć coś, co pomoże mi lepiej zrozumieć zależności pomiędzy wagą, jedzeniem i kaloriami. Potem pojawiło się BMI. Później indeks glikemiczny. Następnie FODMAP. A później zaczęłam dopisywać kolejne rzeczy na listę. I tak oto z prostego pomysłu zrobił się całkiem spory projekt. Co znajdzie się w BodyMirror Balance™? W planach są między innymi: BMI, zapotrzebowanie energetyczne, kalorie, indeks glikemiczny (IG), ładunek glikemiczny, FODMAP, analiza masy ciała, obserwacja wzorców, i kilka innych rzeczy, które prawdopodobnie dopiszę po drodze. Tak. Lucy już prze...

I jeszcze o sporcie nie było

  A sport? Nie, żebym czuła jakąś presję, ale wolę wyjaśnić pewną rzecz, zanim ktoś napisze: „Ćwicz, babo, to schudniesz.” Bo internet bardzo lubi proste odpowiedzi. Ja mam trochę bardziej skomplikowany organizm. Praca siedząca, projekty siedzące, kanapa siedząca Pracuję z domu. Po pracy siedzę nad projektami. BodyMirror. BodyMirror Balance. No Cookie Today. I kilka innych pomysłów, które są w realizacji, a reszta krąży mi po głowie. Kanapę też mam siedzącą. Jedynie mój pies jest chodzący. I bardzo pilnuje, żebym czasem również się poruszała. Nie ćwiczę Naprawdę. Nie biegam. Nie chodzę na siłownię. Nie robię treningów trzy razy w tygodniu. Nie mam opaski liczącej każdy krok i każdą spaloną kalorię (no dobra, mam, ale w zegarku, więc to się "nie liczy"). A mimo to schudłam. Ponad 20 kilogramów. Jeśli doliczyć dwa powroty po około 5 kg każdy, które później znowu zrzuciłam, to wychodzi około 30 kg różnicy między dawną a obecną mną. Kiedyś było inaczej Jeszcze dwa lata temu: jeźd...

I znowu ta pizza...

  I znowu ta pizza... Za chwilę wyjdzie, że żywię się wyłącznie pizzą. Otóż nie. Ale będąc ostatnio w sklepie, Lucy kątem mojego oka dostrzegła promocję na naszą ulubioną pizzę. I przepadło. To znaczy... Lucy przepadła. Ja tylko stałam obok i bezskutecznie próbowałam udawać rozsądną osobę. Pisałam już wcześniej  TUTAJ o tej całej pizzowej aferze i wygląda na to, że właśnie doczekaliśmy się jej kolejnego rozdziału. Bo przecież pizza była w zamrażarce. A skoro była w zamrażarce, to nie mogła się zmarnować. Logika Lucy jest czasami naprawdę przerażająco skuteczna. Problem nie jest w pizzy A przynajmniej nie tylko. U mnie od zawsze działa pewien schemat. Jeśli mam coś do jedzenia w ilości „sztuk x”, to szanse, że te „sztuk x” przetrwają tyle, ile powinny, są niewielkie. Pięć małych Prince Polo? Moment i nie ma. Dwie pizze? Dwa dni. Brzmi śmiesznie, ale za tym śmiesznym mechanizmem kryje się coś znacznie ważniejszego. Pizza i kalorie Pamiętacie wpis o kaloriach? To dokładnie ten s...

Ryż, mizeria i filet. Niedzielny test obiadu!

  Ryż, mizeria i filet. Test zakończony sukcesem W poprzednim tygodniu pisałam TUTAJ o tym, że będę testować na obiad: ryż jaśminowy, mizerię oraz filet z kurczaka gotowany. (Poprzednio był kotlet, który jednak trochę odczułam.) No i test został przeprowadzony. I wiecie co? Nic się nie wydarzyło Dosłownie NIC. Null. Zero. Zjadłam obiad i… zapomniałam, że miałam obserwować objawy. A to przy moim brzuchu właściwie wydarzenie historyczne. Nie było: przelewania, bulgotania, gazów, ani przede wszystkim tego nagłego, skurczowego bólu, który wcześniej pojawiał się bardzo szybko po jedzeniu. Brzuch zachowywał się wręcz podejrzanie normalnie. Czyli jednak nie samo mięso? Do tej pory podejrzewałam, że problemem jest po prostu mięso: kurczak, schab, smażone, niesmażone, wszystko jedno. Ale wygląda na to, że sprawa jest bardziej skomplikowana. Kotlet drobiowy: z ziemniakami → źle, z ryżem → trochę lepiej, ale nadal nie idealnie. Za to: gotowany filet z przyprawami + ryż + mizeria okazał się d...