Przejdź do głównej zawartości

To, co dozwolone na diecie, wcale nie musi być dobre dla mojego brzucha

 

Byłam na różnych dietach.

Sarlastyczna ilustracja przedstawiająca okrągłą Lucy przyłapaną na zjedzeniu kawałka pizzy.

Każda z nich miała jedną wspólną cechę:

  • lista rzeczy zakazanych
  • lista rzeczy dozwolonych

I wszystko byłoby proste, gdyby życie działało jak tabelka.

Bo według tych zasad: jeśli jem to, co „dozwolone”, powinno być dobrze.

A u mnie… często nie było.


Zakazane jest jasne. Dozwolone już nie.

Zauważyłam coś dziwnego.

To, co było zakazane — często faktycznie mi szkodziło.
Ale to, co było dozwolone… potrafiło zrobić dokładnie to samo.

I tu zaczyna się problem, o którym mało kto mówi.

Bo dieta zakłada jedno: skoro coś jest „OK”, to można to jeść bezpiecznie

A mój brzuch miał na to zupełnie inne zdanie.


„Zdrowe” nie znaczy „dla mnie dobre”

Pamiętam moment, w którym zaczęłam się naprawdę przyglądać temu, co jem.

Nie pod kątem kalorii.
Nie pod kątem „czy to fit”.

Tylko co się dzieje później

I zaczęły wychodzić rzeczy, które kompletnie nie pasowały do tego, co mówi internet.

Bez glutenu.
Z nasionami.
„Zdrowa alternatywa”.

A u mnie?

  • ciężkość
  • wzdęcia
  • brzuch jak balon

Skład niby idealny, a efekt… zupełnie odwrotny.


Nasiona chia – superfood, który nie był super

Wszędzie polecane.

Błonnik. Zdrowie. Instagramowe śniadania.

A u mnie?

  • uczucie pełności na pół dnia
  • dziwne przelewanie
  • dyskomfort
  • wzdęcia i gazy takie, że lepiej nie mówić

To nie było „lekko i zdrowo”.
To było „coś tu nie gra”.


Kasza gryczana, zamienniki, „lepsze wybory”

To samo.

„Zdrowsze” opcje:

  • bez glutenu
  • naturalne
  • polecane

I znowu: nie zawsze działają tak, jak powinny

Zwłaszcza wieczorem.


Moment, w którym coś mi kliknęło

Zrozumiałam jedną rzecz: dieta nie zna mojego brzucha

Ona operuje na:

  • statystykach
  • ogólnych zasadach
  • „większości ludzi”

A ja nie jestem większością ludzi.


Największy mit, w który wierzyłam

Że jeśli coś jest „dozwolone”, to mogę to jeść bez zastanowienia.

Nie.

  • „dozwolone” nie znaczy „bezpieczne”
  • „zdrowe” nie znaczy „dla mnie dobre”


Co zmieniłam (i co naprawdę działa)

Przestałam pytać: „Czy to jest zdrowe?”

Zaczęłam pytać: „Czy ja się po tym dobrze czuję?”

To zmienia wszystko.

Bo nagle:

  • nie jem „bo można”
  • jem „bo działa”
Oczywiście nie chodzi tu o jedzenie niezdrowych posiłków, typu fast foodów czy kilogramów smażonego.

W moim przypadku po prostu nie zawsze to, co zdrowe dla wszystkich, jest zdrowe dla mnie.

Nie idealnie. Ale świadomie.

Nie jem książkowo.
Nie jem „czysto” według internetu.

Ale:

  • wiem, co mnie rozwala (i nadal szukam)
  • wiem, co mnie stabilizuje
  • i widzę różnicę


I może Ty też to znasz

Jeśli kiedykolwiek miałaś/miałeś tak, że:

  • jesz „zgodnie z dietą”
  • a brzuch robi swoje

to możliwe, że problem nie jest w Tobie, tylko w tym, że to dieta nie jest dopasowana do Ciebie


Najważniejsze zdanie, które ze mną zostało

To, co dozwolone, wcale nie musi być dobre dla mojego organizmu.

Dobre jest to, co działa.

A Lucy? Lucy jest inna.

Lucy zawsze wie lepiej. Lucy je, a później umiera z bólu. 

Je pizzę, a później zastanawia się, dlaczego boli ją brzuch, dlaczego ma więcej w obwodach, dlaczego brzuch jest wywalony.

Taka jest Lucy...

Komentarze

Warto przeczytać

Update aplikacji

Update aplikacji BodyMirror Zrobiłam update aplikacji BodyMirror – w sekcji "Waga" dołożyłam opcjonalne "Wypróżnienia", gdzie będzie można wpisać ich rodzaj oraz ilość. Logika aplikacji działa na podobnej zasadzie - analizuje wzroce na podstawie wpisanych posiłków. Ilość snu powiązałam również z posiłkami, samopoczuciem, ewentualną wagą, ale wzorzec będzie widoczny dopiero po około 10 wpisach. Link do aplikacji jest TUTAJ .

Dlaczego cukier, a nie erytrytol?

  Dlaczego cukier, a nie erytrytol? Brzmi jak herezja, prawda? Internet od kilku lat próbuje przekonać mnie, że cukier to biała śmierć, a erytrytol, ksylitol i cała reszta słodzikowej rodziny to niemal cud natury. No więc... Mój brzuch ma na ten temat nieco inne zdanie. Przecież są zdrowsze zamienniki Jest ich całe mnóstwo. Erytrytol. Ksylitol. Stewia. Słodziki. Mieszanki. Produkty "bez cukru". Produkty "fit". Produkty "zero". Produkty "light". Brzmi świetnie. I pewnie dla wielu osób faktycznie świetnie działa. Ja też dałam się skusić. Oczywiście na promocji. Bo jakżeby inaczej. Lucy zobaczyła promocję Zachęcona atrakcyjną ceną kupiłam dwa opakowania erytrytolu. Dwa. Bo przecież jak promocja, to trzeba korzystać. Prawda? Nieprawda. Już po pierwszym użyciu gorzko tego pożałowałam. Dosłownie i w przenośni. Czym właściwie są poliole? Tutaj zaczyna się ciekawsza część historii. Erytrytol i ksylitol należą do grupy substancji nazywanych poliolami. Pol...

Dziwny przypadek Lucy

  Dziwny przypadek Lucy vel Lucindy (mój znaczy): Ten sam obiad. Prawie. Czasem człowiekowi wydaje się, że już coś wie. Że zna winowajcę. Że rozgryzł swój brzuch. Że problemem jest mięso, tłuszcz, smażenie, ciężki obiad albo jeszcze coś innego. A potem wystarczy zmienić jeden element posiłku i cały misterny plan analizy robi efektowne „ups”. Tak właśnie było u mnie. A właściwie u Lucy. No dobrze. U mnie. Przypadek numer jeden: ziemniaki i dramat Posiłek: obiad. Ziemniaki. Schab z szybkowaru. Sałata masłowa z jogurtem greckim i cukrem. Teoretycznie nic szalonego. Mięso gotowane, nie smażone. Ziemniaki normalne, bez tłuszczu i mleka. Sałata masłowa. Jogurt grecki, trochę cukru. Brzmi jak zwykły domowy obiad, a nie jelitowy zamach stanu. A jednak. Dość krótko po posiłku zaczął boleć mnie brzuch. A kilka godzin później pojawiły się gazy takie, że pies nie chciał spać ze mną w łóżku. I powiedzmy sobie szczerze: jeśli pies rezygnuje z łóżka, to sytuacja jest poważna. Lucy oczywiśc...