Przejdź do głównej zawartości

Dlaczego chleb gryczany mi szkodzi, a innym nie?

 

Dlaczego chleb gryczany mi szkodzi, a innym nie?


To pytanie jest proste. Odpowiedź już nie.

Niby takie banalne pytanie, ale odpowiedź już nie jest banalna.

Zacznijmy od podstaw.


Czym właściwie jest dieta?

Zacznijmy od tego, że dieta z definicji to sposób odżywiania się. To całokształt sposobu odżywiania się — zestawienie składników odżywczych oraz produktów spożywanych regularnie, dostosowane do potrzeb organizmu, stylu życia i stanu zdrowia.

Istnieją ich zapewne setki — w zależności od potrzeb danego organizmu.


Low FODMAP — teoria vs rzeczywistość

Jedną z takich diet jest dieta low FODMAP, którą ja sama powinnam stosować ze względu na zespół jelita drażliwego.

Dieta ta pozwala jednak na spożywanie pieczywa gryczanego oraz nasion chia (i wiele, wiele innych), natomiast zakazane jest spożywanie pieczywa pszennego oraz całej masy innych rzeczy.


I tu zaczęły się problemy

Jaką ja sobie krzywdę tym zrobiłam…

Wzdęcia, bóle brzucha, przelewanie, gazy takie, że nawet pies uciekał z pokoju.

W mojej głowie było pytanie:

Ale jak to? Przecież jem „zdrowo”… a boli mnie brzuch?


Zaczęłam analizować zamiast zgadywać

Zaczęłam analizować:

  • co zjadłam
  • ile
  • co się wydarzyło później

I próbowałam znaleźć powtarzalność.


Wniosek, który wszystko zmienił

Wiecie, do jakiego wniosku doszłam?

Błonnik.

Tak. TEN błonnik, który jest tak „zbawienny” dla jelit.

W moim przypadku, wszystko, co trafia do jelita grubego, powoduje problem.

Nierozpuszczalny błonnik sieje u mnie największe spustoszenie.


„Zdrowe” nie znaczy „dla mnie dobre”

Za to mogę jeść bułki pszenne.

Mój organizm:

  • świetnie toleruje „zakazane” produkty
  • bardzo źle radzi sobie ze „zdrową żywnością”

To samo było z:

  • nasionami chia
  • komosą ryżową
  • i wieloma innymi produktami (będę o tym pisać)

A biały ryż czy biały makaron?

Bez problemu.


Dlaczego „musisz” nie działa

Dlatego uważam, że wmawianie komuś, że „musi”, jest błędne.

Nie jesteśmy tacy sami.
Każdy z nas ma inny brzuch.
Ważne jest, by znaleźć to, co nam szkodzi.


Mój przykład

Mi szkodzi chleb gryczany.
Nie szkodzi pszenny.

Czy można schudnąć, jedząc pieczywo pszenne?

Oczywiście, że można.

I ja jestem tego najlepszym przykładem.

Jeszcze 3-4 lata temu ważyłam ponad 86 kg. Może nawet więcej.

Dziś ważę 64–65 kg.

Komentarze

Warto przeczytać

Update aplikacji

Update aplikacji BodyMirror Zrobiłam update aplikacji BodyMirror – w sekcji "Waga" dołożyłam opcjonalne "Wypróżnienia", gdzie będzie można wpisać ich rodzaj oraz ilość. Logika aplikacji działa na podobnej zasadzie - analizuje wzroce na podstawie wpisanych posiłków. Ilość snu powiązałam również z posiłkami, samopoczuciem, ewentualną wagą, ale wzorzec będzie widoczny dopiero po około 10 wpisach. Link do aplikacji jest TUTAJ .

Dlaczego cukier, a nie erytrytol?

  Dlaczego cukier, a nie erytrytol? Brzmi jak herezja, prawda? Internet od kilku lat próbuje przekonać mnie, że cukier to biała śmierć, a erytrytol, ksylitol i cała reszta słodzikowej rodziny to niemal cud natury. No więc... Mój brzuch ma na ten temat nieco inne zdanie. Przecież są zdrowsze zamienniki Jest ich całe mnóstwo. Erytrytol. Ksylitol. Stewia. Słodziki. Mieszanki. Produkty "bez cukru". Produkty "fit". Produkty "zero". Produkty "light". Brzmi świetnie. I pewnie dla wielu osób faktycznie świetnie działa. Ja też dałam się skusić. Oczywiście na promocji. Bo jakżeby inaczej. Lucy zobaczyła promocję Zachęcona atrakcyjną ceną kupiłam dwa opakowania erytrytolu. Dwa. Bo przecież jak promocja, to trzeba korzystać. Prawda? Nieprawda. Już po pierwszym użyciu gorzko tego pożałowałam. Dosłownie i w przenośni. Czym właściwie są poliole? Tutaj zaczyna się ciekawsza część historii. Erytrytol i ksylitol należą do grupy substancji nazywanych poliolami. Pol...

Dziwny przypadek Lucy

  Dziwny przypadek Lucy vel Lucindy (mój znaczy): Ten sam obiad. Prawie. Czasem człowiekowi wydaje się, że już coś wie. Że zna winowajcę. Że rozgryzł swój brzuch. Że problemem jest mięso, tłuszcz, smażenie, ciężki obiad albo jeszcze coś innego. A potem wystarczy zmienić jeden element posiłku i cały misterny plan analizy robi efektowne „ups”. Tak właśnie było u mnie. A właściwie u Lucy. No dobrze. U mnie. Przypadek numer jeden: ziemniaki i dramat Posiłek: obiad. Ziemniaki. Schab z szybkowaru. Sałata masłowa z jogurtem greckim i cukrem. Teoretycznie nic szalonego. Mięso gotowane, nie smażone. Ziemniaki normalne, bez tłuszczu i mleka. Sałata masłowa. Jogurt grecki, trochę cukru. Brzmi jak zwykły domowy obiad, a nie jelitowy zamach stanu. A jednak. Dość krótko po posiłku zaczął boleć mnie brzuch. A kilka godzin później pojawiły się gazy takie, że pies nie chciał spać ze mną w łóżku. I powiedzmy sobie szczerze: jeśli pies rezygnuje z łóżka, to sytuacja jest poważna. Lucy oczywiśc...