Kawa Inka, a może cykoria? Dlaczego zdrowe nie zawsze jest zdrowe?
Od kilku miesięcy prowadzę na sobie małe śledztwo. Eksperyment. Tortury.
Zwał, jak zwał.
Nie takie z lupą i odciskami palców.
Bardziej z kubkiem kawy i bardzo uważnym obserwowaniem własnego brzucha.
I wygląda na to, że znalazłam kolejnego podejrzanego.
Cykorię.
Przecież cykoria jest zdrowa
No właśnie.
Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę:
„Czy cykoria jest zdrowa?”
I niemal wszędzie przeczytacie:
- zawiera błonnik,
- wspiera mikrobiotę jelitową,
- jest źródłem inuliny,
- pomaga rozwojowi dobrych bakterii.
Brzmi świetnie.
I bardzo możliwe, że dla większości ludzi rzeczywiście tak jest.
Ja jednak od pewnego czasu coraz częściej zadaję sobie inne pytanie.
A co, jeśli zdrowe... nie znaczy zdrowe dla każdego?
Inka czy cykoria?
Przez długi czas byłam przekonana, że problemem jest sama kawa zbożowa.
Przestałam ją pić.
Wracałam.
Znowu odstawiałam.
I cały czas miałam wrażenie, że coś mi umyka.
Dopiero kiedy zaczęłam dokładniej przyglądać się składnikom, zauważyłam pewną zależność.
Wygląda na to, że sama Inka nie jest moim największym problemem.
Coraz bardziej podejrzewam... cykorię.
Na razie to tylko obserwacja.
Nie diagnoza.
Nie wyrok.
Po prostu coś, co zaczęło powtarzać się częściej, niż powinno.
Dlaczego właśnie cykoria?
Cykoria zawiera inulinę.
To naturalny błonnik zaliczany do fruktanów.
Fruktany należą do grupy FODMAP.
A osoby z IBS często właśnie na FODMAP reagują znacznie silniej niż osoby bez problemów jelitowych.
To nie oznacza, że inulina jest zła.
Wręcz przeciwnie.
Dla wielu osób jest bardzo wartościowym składnikiem diety.
Ale jeśli jelita są nadwrażliwe, może powodować między innymi:
- wzdęcia,
- przelewania,
- uczucie rozpierania,
- bóle brzucha,
- nadmierną produkcję gazów.
Brzmi znajomo?
Ja niestety znam to aż za dobrze.
Zdrowe dla większości
Coraz częściej dochodzę do wniosku, że internet bardzo lubi zdanie:
„To jest zdrowe.”
A przecież zdrowie nie działa zero-jedynkowo.
Dla jednej osoby pełnoziarnisty makaron będzie świetnym wyborem.
Dla innej zakończy się bólem brzucha.
Jedna osoba świetnie toleruje erytrytol.
Druga po nim cierpi.
Jedna wypije kawę z cykorią i nawet tego nie zauważy.
Ja prawdopodobnie nie należę do tej grupy.
Dlatego obserwuję
Nie zamierzam ogłaszać wojny cykorii.
Nie będę nikogo przekonywać, żeby przestał ją pić.
Ja po prostu obserwuję własny organizm.
Bo właśnie tego nauczyły mnie ostatnie miesiące.
Nie wszystko, co zdrowe dla większości, będzie zdrowe również dla mnie.
I nie wszystko, co dobrze wygląda na rolce w mediach społecznościowych, sprawdzi się w moim przypadku.
A mój brzuch...
On naprawdę potrafi mieć własne zdanie.

Komentarze
Prześlij komentarz
Komentarze są moderowane. Spam i reklamy nie będą publikowane.