Ryż, mizeria i filet. Test zakończony sukcesem
W poprzednim tygodniu pisałam TUTAJ o tym, że będę testować na obiad:
ryż jaśminowy,
mizerię
oraz filet z kurczaka gotowany.
(Poprzednio był kotlet, który jednak trochę odczułam.)
No i test został przeprowadzony.
I wiecie co?
Nic się nie wydarzyło
Dosłownie NIC.
Null. Zero.
Zjadłam obiad i… zapomniałam, że miałam obserwować objawy.
A to przy moim brzuchu właściwie wydarzenie historyczne.
Nie było:
przelewania,
bulgotania,
gazów,
ani przede wszystkim tego nagłego, skurczowego bólu, który wcześniej pojawiał się bardzo szybko po jedzeniu.
Brzuch zachowywał się wręcz podejrzanie normalnie.
Czyli jednak nie samo mięso?
Do tej pory podejrzewałam, że problemem jest po prostu mięso:
kurczak,
schab,
smażone,
niesmażone,
wszystko jedno.
Ale wygląda na to, że sprawa jest bardziej skomplikowana.
Kotlet drobiowy:
z ziemniakami → źle,
z ryżem → trochę lepiej, ale nadal nie idealnie.
Za to:
gotowany filet z przyprawami + ryż + mizeria
okazał się dla mnie bardzo dobrze tolerowanym posiłkiem.
I właśnie dlatego obserwacja organizmu jest taka ważna.
Bo internet wrzuciłby wszystko do jednego worka:
„kurczak zdrowy”.
A mój brzuch najwyraźniej chce znać:
sposób przygotowania,
dodatki,
rodzaj węgli,
i prawdopodobnie jeszcze fazę księżyca.
Woda chyba w końcu zeszła
Ach, i ważyłam się dzisiaj.
Tak, wiem.
Nie powinnam codziennie.
Ale to już taki mój rytuał.
Wczoraj:
65,55 kg
Dzisiaj:
64,75 kg
Najpewniej zeszła ze mnie część zatrzymanej wody.
Najwyższa pora.
Kolejny test za tydzień
Za tydzień w niedzielę testuję:
ziemniaki,
gotowany filet z kurczaka,
i mizerię.
Dlaczego dopiero za tydzień?
Bo to taki mój mały rodzinny rytuał 🙂
A przy okazji:
im więcej odstępu między testami, tym łatwiej zauważyć różnice.

Komentarze
Prześlij komentarz
Komentarze są moderowane. Spam i reklamy nie będą publikowane.