Dlaczego mleko bez laktozy jest słodsze? I co ma do tego FODMAP?
Piję mleko bez laktozy.
Nie dlatego, że jest „fit”, modniejsze albo podobno zdrowsze.
Powód jest dużo bardziej przyziemny.
Przy większej ilości zwykłego mleka mój brzuch potrafi urządzić rewolucję.
Mała ilość jeszcze przejdzie. Większa – już niekoniecznie.
Dlatego bezlaktozowe jest dla mnie po prostu bezpieczniejszym wyborem.
Ale jest z nim coś dziwnego.
Jest wyraźnie słodsze od zwykłego mleka.
I kiedy kiedyś spojrzałam na kaloryczność obu produktów, zrobiło się jeszcze ciekawiej.
Zwykłe mleko 1,5%, które kupowałam, miało około 44 kcal w 100 ml.
Bez laktozy – około 45 kcal.
No zaraz.
Skoro pozbyliśmy się laktozy, czyli cukru, to dlaczego mleko nie ma mniej kalorii?
I dlaczego na dodatek jest słodsze?
Bo laktoza wcale nie znika
Tu właśnie tkwi haczyk.
Laktoza jest naturalnym cukrem mlecznym.
W mleku bez laktozy nie zostaje jednak po prostu wyjęta z kartonu i wyrzucona.
Do mleka dodawany jest enzym – laktaza – który rozkłada laktozę na dwa cukry proste:
glukozę i galaktozę.
Energia nie znika.
Dlatego mleko bez laktozy ma bardzo podobną wartość energetyczną do zwykłego mleka o podobnej zawartości tłuszczu.
„Bez laktozy” nie oznacza więc:
bez cukrów
ani:
mniej kalorii.
Oznacza przede wszystkim, że laktoza została już rozłożona.
Skoro cukru nie przybyło, dlaczego jest słodsze?
Bo nasze kubki smakowe nie odbierają wszystkich cukrów tak samo.
Glukoza i galaktoza powstałe po rozłożeniu laktozy smakują słodziej niż sama laktoza.
Dlatego mleko bez laktozy może wydawać się znacznie słodsze, mimo że nikt nie dosypał do niego cukru.
Chemia.
Żadnego mleczarskiego spisku.
Trochę szkoda.
I tutaj wjeżdża FODMAP
Dla mnie znacznie ciekawsze od kalorii jest jednak to, co dzieje się później w jelitach.
Bo laktoza należy do FODMAP.
Dokładniej do grupy disacharydów – to właśnie „D” w nazwie FODMAP.
Do prawidłowego strawienia laktozy potrzebujemy enzymu laktazy.
Jeżeli jest go za mało w stosunku do ilości spożytej laktozy, część cukru nie zostanie prawidłowo wchłonięta w jelicie cienkim.
I wtedy zaczyna się zabawa, której mój brzuch zdecydowanie nie uważa za zabawną.
Niewchłonięta laktoza przechodzi dalej, gdzie może być fermentowana przez bakterie jelitowe, a dodatkowo przyciągać wodę do jelita.
Efektem u osoby, która źle ją toleruje, mogą być:
gazy,
wzdęcia,
przelewanie,
ból brzucha,
biegunka.
I nagle moje:
„trochę mleka jest OK, więcej mleka już nie”
zaczyna mieć znacznie więcej sensu.
Bo FODMAP to również ilość
To jest rzecz, o której łatwo zapomnieć.
Nie zawsze działa to na zasadzie:
mogę / nie mogę.
Czasami znaczenie ma porcja.
Niewielka ilość laktozy może nie powodować u konkretnej osoby żadnych zauważalnych objawów, podczas gdy większa ilość przekroczy jej indywidualny próg tolerancji.
I właśnie dlatego samo stwierdzenie:
„Mogę pić mleko”
albo:
„Nie mogę pić mleka”
nie zawsze opisuje całą sytuację.
U mnie dużo trafniejsze jest:
mogę wypić pewną ilość zwykłego mleka, ale większa porcja może skończyć się źle.
A mleko bez laktozy?
Tutaj część pracy została wykonana wcześniej.
Laktaza rozłożyła laktozę na glukozę i galaktozę, dlatego problem związany z tym konkretnym FODMAP zostaje znacząco ograniczony.
I właśnie dlatego mleko bez laktozy jest powszechnie wykorzystywane w diecie low FODMAP.
Ale ważne:
to nadal jest mleko.
Jeżeli komuś szkodzi białko mleka, tłuszcz albo inny element produktu, usunięcie laktozy nie sprawi magicznie, że wszystkie problemy znikną.
Mleko bez laktozy rozwiązuje problem laktozy.
Nie wszystkich możliwych problemów związanych z nabiałem.
A czy mleko bez laktozy ma jakieś „inne FODMAP-y”?
I tutaj łatwo się zaplątać.
Nie jest tak, że zwykłe mleko ma jeden FODMAP, a po rozłożeniu laktozy pojawia się w nim w zamian jakiś inny.
Glukoza i galaktoza powstałe z laktozy nie są po prostu nowym odpowiednikiem problemu, który właśnie usunęliśmy.
Dlatego zwykłe mleko i mleko bez laktozy rzeczywiście mogą zachowywać się zupełnie inaczej w diecie low FODMAP.
Co innego napoje roślinne.
Tam skład surowca i sposób produkcji mogą oznaczać obecność innych FODMAP-ów. Dlatego „roślinne” również nie jest automatycznym synonimem „low FODMAP”.
Dlaczego więc wybieram mleko bez laktozy?
Nie dlatego, że jest zdrowsze.
Nie dlatego, że ma mniej kalorii – bo praktycznie nie ma.
I nie dlatego, że każdy z IBS powinien je pić.
Wybieram je dlatego, że mój brzuch lepiej je toleruje.
To wszystko.
Mogę przeczytać sto artykułów o mleku, laktozie i FODMAP, ale żaden z nich nie określi za mnie mojej indywidualnej tolerancji.
I znowu wracamy do tego, o czym ciągle piszę na tym blogu.
Wiedza pomaga zrozumieć mechanizm.
Ale później trzeba jeszcze zobaczyć, co na ten mechanizm powie własny organizm.
Mój najwyraźniej mówi:
mleko może być. Tylko z tą laktozą nie przesadzaj, kobieto.

Komentarze
Prześlij komentarz
Komentarze są moderowane. Spam i reklamy nie będą publikowane.