Przejdź do głównej zawartości

Co ma najwięcej kalorii i dlaczego o tym się nie mówi?

 

Co ma najwięcej kalorii? I dlaczego o tym się nie mówi?

Alkohol ma prawie tyle kalorii co tłuszcz. Dlaczego mało kto o tym mówi?

Gdy myślimy o kaloriach, do głowy najczęściej przychodzą:

  • pizza,
  • frytki,
  • pączki,
  • czekolada.

Mało kto mówi natomiast o alkoholu.

A szkoda.

Bo to właśnie alkohol jest... drugim najbardziej kalorycznym składnikiem naszej diety.


Ile kalorii ma alkohol?

Każdy gram:

  • białka dostarcza około 4 kcal,

  • węglowodanów około 4 kcal,

  • tłuszczu około 9 kcal,

  • a alkoholu około 7 kcal.

Tak.

Siedem.

To oznacza, że alkohol znajduje się tuż za tłuszczem.


Ale przecież alkohol nie jest słodki...

I tutaj wiele osób się dziwi.

Kalorie w alkoholu nie pochodzą z cukru.

Pochodzą z... samego alkoholu.

To właśnie etanol dostarcza energii.

Dlatego nawet napoje, które nie wydają się bardzo słodkie, mogą mieć całkiem sporą wartość energetyczną.

Oczywiście wiele drinków zawiera dodatkowo:

  • syropy,

  • soki,

  • colę,

  • cukier.

I wtedy kalorii robi się jeszcze więcej.


Skąd bierze się "piwny brzuch"?

Pewnie każdy z nas słyszał kiedyś określenie:

„Brzuch piwny.”

I choć sprawa jest bardziej złożona niż jedno piwo, to coś w tym jest.

Jeżeli regularnie dostarczamy organizmowi sporo kalorii z alkoholu, a do tego często dokładamy przekąski, chipsy czy pizzę, bardzo łatwo o nadwyżkę energetyczną.

A to właśnie nadmiar kalorii sprzyja przybieraniu na wadze.

Nie samo piwo.

Nie sam alkohol.

Tylko suma wszystkiego, co trafia na talerz i do szklanki.


Organizm ma wtedy ważniejsze zadanie

Jest jeszcze jedna ciekawostka.

Organizm traktuje alkohol trochę inaczej niż pozostałe składniki odżywcze.

Najpierw zajmuje się jego metabolizowaniem, bo alkohol jest dla niego substancją wymagającą szybkiego przetworzenia.

Dopiero później wraca do spalania tłuszczów czy węglowodanów.

To kolejny powód, dla którego częste picie alkoholu nie ułatwia redukcji masy ciała.


Nie chodzi o zakazy

Nie piszę tego po to, żeby kogokolwiek straszyć.

Nie będę mówić:

„Nigdy nie pij alkoholu.”

Tak samo jak nie mówię:

„Nigdy nie jedz pizzy.”

Chodzi mi wyłącznie o świadomość.

Bo bardzo często liczymy kalorie z obiadu.

Liczymy kalorie z deseru.

A kieliszek wina albo dwa piwa „jakoś się nie liczą”.

Tymczasem organizm liczy wszystko.

Nawet jeśli Lucy udaje, że nie widzi.

I właśnie dlatego warto wiedzieć, skąd naprawdę biorą się kalorie w alkoholu.

Nie z cukru.

Z alkoholu.


Komentarze

Warto przeczytać

Update aplikacji

Update aplikacji BodyMirror Zrobiłam update aplikacji BodyMirror – w sekcji "Waga" dołożyłam opcjonalne "Wypróżnienia", gdzie będzie można wpisać ich rodzaj oraz ilość. Logika aplikacji działa na podobnej zasadzie - analizuje wzroce na podstawie wpisanych posiłków. Ilość snu powiązałam również z posiłkami, samopoczuciem, ewentualną wagą, ale wzorzec będzie widoczny dopiero po około 10 wpisach. Link do aplikacji jest TUTAJ .

Dlaczego cukier, a nie erytrytol?

  Dlaczego cukier, a nie erytrytol? Brzmi jak herezja, prawda? Internet od kilku lat próbuje przekonać mnie, że cukier to biała śmierć, a erytrytol, ksylitol i cała reszta słodzikowej rodziny to niemal cud natury. No więc... Mój brzuch ma na ten temat nieco inne zdanie. Przecież są zdrowsze zamienniki Jest ich całe mnóstwo. Erytrytol. Ksylitol. Stewia. Słodziki. Mieszanki. Produkty "bez cukru". Produkty "fit". Produkty "zero". Produkty "light". Brzmi świetnie. I pewnie dla wielu osób faktycznie świetnie działa. Ja też dałam się skusić. Oczywiście na promocji. Bo jakżeby inaczej. Lucy zobaczyła promocję Zachęcona atrakcyjną ceną kupiłam dwa opakowania erytrytolu. Dwa. Bo przecież jak promocja, to trzeba korzystać. Prawda? Nieprawda. Już po pierwszym użyciu gorzko tego pożałowałam. Dosłownie i w przenośni. Czym właściwie są poliole? Tutaj zaczyna się ciekawsza część historii. Erytrytol i ksylitol należą do grupy substancji nazywanych poliolami. Pol...

Ryż, mizeria i filet. Niedzielny test obiadu!

  Ryż, mizeria i filet. Test zakończony sukcesem W poprzednim tygodniu pisałam TUTAJ o tym, że będę testować na obiad: ryż jaśminowy, mizerię oraz filet z kurczaka gotowany. (Poprzednio był kotlet, który jednak trochę odczułam.) No i test został przeprowadzony. I wiecie co? Nic się nie wydarzyło Dosłownie NIC. Null. Zero. Zjadłam obiad i… zapomniałam, że miałam obserwować objawy. A to przy moim brzuchu właściwie wydarzenie historyczne. Nie było: przelewania, bulgotania, gazów, ani przede wszystkim tego nagłego, skurczowego bólu, który wcześniej pojawiał się bardzo szybko po jedzeniu. Brzuch zachowywał się wręcz podejrzanie normalnie. Czyli jednak nie samo mięso? Do tej pory podejrzewałam, że problemem jest po prostu mięso: kurczak, schab, smażone, niesmażone, wszystko jedno. Ale wygląda na to, że sprawa jest bardziej skomplikowana. Kotlet drobiowy: z ziemniakami → źle, z ryżem → trochę lepiej, ale nadal nie idealnie. Za to: gotowany filet z przyprawami + ryż + mizeria okazał się d...