Ziemniaki mogą być zdrowe. Ale czy mój brzuch musi je lubić?
Ziemniaki mogą być zdrowe, lekkie i niskokaloryczne.
Ale to nie znaczy, że każdy brzuch musi je lubić.
Mój najwyraźniej nie, co było dla mnie sporym szokiem w momencie, gdy ten sam obiad zjadłam z ryżem zamiast ziemniaków.
Chociaż dziś doznałam jeszcze jednej zagwozdki.
Ale o tym na końcu.
Zdrowe zdrowemu nierówne
Zaczęłam drążyć temat, bo nic mnie nie fascynuje tak, jak dogłębna analiza pod tytułem:
„co też się tutaj odjaniepawliło?”
I wygląda na to, że zdrowe zdrowemu nie jest równe.
Ani skrobia skrobi.
Ani węgle węglom.
To ostatnie akurat wiedziałam.
Lucy vel Lucinda też wiedziała.
Oczywiście.
Ziemniak to nie zawsze ten sam ziemniak
Ziemniaki potrafią działać na organizm w różny sposób.
I nie chodzi tylko o to, czy są smażone, gotowane z wody, gotowane na parze, z dodatkiem tłuszczu, mleka albo śmietany.
Znaczenie może mieć też to, czy są:
gorące,
ostudzone,
odgrzewane,
czy przeleżały dzień w lodówce.
To już nie jest tylko „ziemniak”.
To jest ziemniak po przejściach.
Skrobia też ma swoje humory
Ziemniaki zawierają skrobię.
Niby nic odkrywczego.
Ale sposób przygotowania może wpływać na to, jak ta skrobia zachowuje się później w organizmie. Po ugotowaniu i ostudzeniu część skrobi może zamieniać się w skrobię oporną, czyli taką, która nie jest trawiona dokładnie tak samo jak zwykła skrobia. Trafia dalej i może być fermentowana przez bakterie jelitowe.
I teraz ważne: skrobia oporna sama w sobie nie jest czymś złym.
Wręcz przeciwnie, często mówi się o niej w kontekście zdrowia jelit i mikrobiomu.
Ale mój brzuch ma czasem taką zasadę:
„zdrowe? super. A teraz cierp.”
Frytki i placki ziemniaczane? A jednak nic
Najdziwniejsze jest to, że ja mogę zjeść placki ziemniaczane i frytki.
I nic.
Nie chodzi mi tu o promowanie smażonego jedzenia, bo umówmy się — smażone nigdy nie było królem zdrowego odżywiania.
Chodzi mi o sam fakt.
Po smażonych ziemniakach potrafi nie być żadnej dramy.
A po smażonym mięsie już bywa różnie.
Czy to logiczne?
Dla internetu może nie.
Dla mojego brzucha najwyraźniej tak.
Smażenie też smażeniu nierówne
Przy smażeniu ważne jest też to, na czym smażymy.
Jeśli olej zostanie przegrzany i przekroczy swój punkt dymienia, zaczyna się rozkładać. Może wtedy powstawać nieprzyjemny smak, dym i związki takie jak akroleina. Dlatego do smażenia najlepiej wybierać tłuszcze przeznaczone do wyższych temperatur, często rafinowane, a oleje delikatniejsze zostawić raczej do sałatek albo potraw na zimno.
To było moje małe edukacyjne wtrącenie.
(Lucy w tym czasie udaje, że słucha.)
Ziemniaki zostają zagadką
Fakt pozostaje faktem: ziemniaki są dla mnie zagadką.
I szczerze?
Nie wiem, czy będę ją rozwiązywać do końca.
Nie planuję teraz testować wszystkich możliwych konfiguracji ziemniaka:
gotowany,
młody,
stary,
ciepły,
zimny,
odgrzewany,
rozgnieciony,
pokrojony,
z wody,
z pary,
po lodówce,
po księżycu w trzeciej kwadrze.
Ryż lubię.
Frytki lubi Lucinda.
Placki ziemniaczane lubimy obie.
Te dwie ostatnie pozycje rzadko goszczą w moim menu, ale nie są całkowicie odstawione.
Na kursie dietetyki uczono mnie, że można jeść wszystko, ale z umiarem.
Z moim dopiskiem:
można jeść wszystko, co nam nie szkodzi — i najlepiej z umiarem.
Niedziela, czyli dzień testu
Dziś niedziela, a zatem dzień testu.
Posiłek: obiad.
Ryż jaśminowy.
Kotlet.
Mizeria.
I tu muszę przyznać:
o ja, blondynka. Sama sobie dziś w kolano strzeliłam.
Bo chciałam zrobić test ryżu, ale dołożyłam kotleta w panierce i mizerię.
Czyli zamiast jednego podejrzanego mam kilku.
Profesjonalna analiza, nie ma co.
Brzuch bolał, ale inaczej
Brzuch mnie bolał, ale tylko odrobinę i bardzo krótko.
Bardziej nazwałabym to dyskomfortem niż bólem.
Nie było wielkiej katastrofy.
Nie było salw.
Nie było gazów.
Nie było przelewania.
Pies spokojny.
A już powinien być efekt końcowy wyczuwalny.
Dosłownie.
Mizeria czy panierka?
I teraz pytanie:
czy to była mizeria?
Czy panierka kotleta?
Czy smażenie?
Czy coś jeszcze?
Nie wiem.
Może smażone smażonemu też nierówne.
Bo dopiero dziś mnie olśniło, że noga z kurczaka, którą jadłam kilka dni temu z ryżem, była z rożna.
Owszem, potem ją odsmażałam na patelni.
Ale jednak była z rożna.
Naprawdę jestem blondynką z natury.
Nie tylko z przekonania.
Za tydzień kolejny test
Za tydzień planuję zrobić kolejne porównanie.
Kurczak gotowany.
Filet.
Ryż.
Mizeria.
Żeby zobaczyć, co się będzie działo.
Bo jeśli po takim zestawie będzie spokój, to może problemem faktycznie nie jest ryż, nie jest mizeria, nie jest sam kurczak, tylko coś w panierce albo smażeniu.
A jeśli znowu coś się odezwie, będę drążyć dalej.
Lucy oczywiście będzie udawała, że nic nie pamięta.
Dlatego ja zapisuję.
Nie chodzi o to, żeby znaleźć wroga
Ten wpis nie jest o tym, że ziemniaki są złe.
Nie jest też o tym, że ryż jest cudowny.
To jest wpis o tym, że mój organizm potrafi reagować zupełnie inaczej na bardzo podobne posiłki.
I że czasem jedna zmiana robi ogromną różnicę.
Nie zawsze chodzi o kalorie.
Nie zawsze chodzi o to, czy coś jest „zdrowe”.
Czasem chodzi o to, jak konkretny organizm radzi sobie z konkretnym jedzeniem w konkretnym momencie.
A mój organizm najwyraźniej postanowił zrobić ze mnie detektywa od ziemniaków.
Ziemniak: podejrzany, ale nieskazany
Na dziś ziemniak zostaje na liście podejrzanych.
Nie skazany.
Nie wyrzucony z życia.
Nie przeklęty.
Ale obserwowany.
Bo jeśli coś jest zdrowe, a mój brzuch po tym cierpi, to ja nie muszę udawać, że wszystko jest w porządku.
Mogę po prostu zapisać:
ziemniak — do dalszej obserwacji.
Lucy oczywiście przewróci oczami.
Ale trudno.
Ktoś tu musi być dorosły.

Komentarze
Prześlij komentarz
Komentarze są moderowane. Spam i reklamy nie będą publikowane.