Przejdź do głównej zawartości

Lucy Oficjalnie wystartowała na YouTube!

 


Lucy (vel Lucinda) oficjalnie pojawiła się na YouTube!

I zanim ktoś pomyśli, że teraz będzie śmiertelnie poważny kanał o zdrowym stylu życia, liczeniu kalorii i piciu wody z cytryną o 5 rano…

to nie.

Absolutnie nie.

Lucy nadal będzie Lucy.

Czyli:

  • będzie dramatyzować,
  • analizować własne decyzje życiowe po zjedzeniu czegoś, czego miała nie jeść,
  • mówić do siebie,
  • czasem robić z siebie idiotkę,
  • a czasem przypadkiem powiedzieć coś całkiem sensownego.

Bo taki właśnie jest ten blog. Niby poważny, ale z humorem.

I taki będzie ten kanał.

Link TUTAJ.


Lucy nie jest ekspertką od idealnego życia

Lucy nie jest osobą, która „ma wszystko pod kontrolą”.

Wręcz przeciwnie.

Lucy często:

  • je za szybko,
  • kupuje głupoty,
  • analizuje własne jelita jak laboratorium NASA,
  • wpada na dziwne pomysły,
  • ma dziwne przygody,
  • wszystko bierze dosłownie,
  • a potem sama próbuje zrozumieć, co się właśnie wydarzyło.

I właśnie dlatego postanowiłam ją ożywić trochę bardziej.

Nie po to, żeby udawała idealną wersję człowieka.

Po to, żeby można było czasem pośmiać się z tego chaosu razem z nią.


Bo życie nie wygląda jak poradnik

Nie wierzę w perfekcyjne życia z internetu.

Nie wierzę, że ktoś codziennie:

  • je idealnie,
  • myśli idealnie,
  • wydaje idealnie,
  • funkcjonuje idealnie.

Za to bardzo wierzę w:

  • potknięcia,
  • absurd codzienności,
  • impulsy,
  • i momenty:
    „co ja właśnie zrobiłam?”

Lucy zna je wszystkie.


YouTube będzie trochę jak pamiętnik Lucy

Trochę chaosu.
Trochę humoru (dużo).
Trochę życia.
Trochę jelit (mało).
Trochę jedzenia.
Trochę zakupów.
Trochę „oj Lucy…”

I pewnie czasem też coś mądrego. 

Przypadkiem.


Najważniejsze jest jedno

Lucy nikogo nie ocenia.

Bo Lucy sama robiła rzeczy, których dziś już by nie zrobiła.

Lucy rozumie.

I może właśnie dlatego łatwiej jej czasem powiedzieć coś prawdziwego niż kolejnemu idealnemu profilowi motywacyjnemu.


Lucy poszła w świat (dosłownie)

Trochę się boję.

Trochę się cieszę.

Trochę mam wrażenie, że wypuściłam własny chaos do internetu.

Ale chyba właśnie o to chodzi.

Bo może ktoś zobaczy Lucy i uśmiechnie się choć na chwilę?

I to już będzie coś.

Komentarze

Warto przeczytać

Update aplikacji

Update aplikacji BodyMirror Zrobiłam update aplikacji BodyMirror – w sekcji "Waga" dołożyłam opcjonalne "Wypróżnienia", gdzie będzie można wpisać ich rodzaj oraz ilość. Logika aplikacji działa na podobnej zasadzie - analizuje wzroce na podstawie wpisanych posiłków. Ilość snu powiązałam również z posiłkami, samopoczuciem, ewentualną wagą, ale wzorzec będzie widoczny dopiero po około 10 wpisach. Link do aplikacji jest TUTAJ .

Dlaczego cukier, a nie erytrytol?

  Dlaczego cukier, a nie erytrytol? Brzmi jak herezja, prawda? Internet od kilku lat próbuje przekonać mnie, że cukier to biała śmierć, a erytrytol, ksylitol i cała reszta słodzikowej rodziny to niemal cud natury. No więc... Mój brzuch ma na ten temat nieco inne zdanie. Przecież są zdrowsze zamienniki Jest ich całe mnóstwo. Erytrytol. Ksylitol. Stewia. Słodziki. Mieszanki. Produkty "bez cukru". Produkty "fit". Produkty "zero". Produkty "light". Brzmi świetnie. I pewnie dla wielu osób faktycznie świetnie działa. Ja też dałam się skusić. Oczywiście na promocji. Bo jakżeby inaczej. Lucy zobaczyła promocję Zachęcona atrakcyjną ceną kupiłam dwa opakowania erytrytolu. Dwa. Bo przecież jak promocja, to trzeba korzystać. Prawda? Nieprawda. Już po pierwszym użyciu gorzko tego pożałowałam. Dosłownie i w przenośni. Czym właściwie są poliole? Tutaj zaczyna się ciekawsza część historii. Erytrytol i ksylitol należą do grupy substancji nazywanych poliolami. Pol...

Dziwny przypadek Lucy

  Dziwny przypadek Lucy vel Lucindy (mój znaczy): Ten sam obiad. Prawie. Czasem człowiekowi wydaje się, że już coś wie. Że zna winowajcę. Że rozgryzł swój brzuch. Że problemem jest mięso, tłuszcz, smażenie, ciężki obiad albo jeszcze coś innego. A potem wystarczy zmienić jeden element posiłku i cały misterny plan analizy robi efektowne „ups”. Tak właśnie było u mnie. A właściwie u Lucy. No dobrze. U mnie. Przypadek numer jeden: ziemniaki i dramat Posiłek: obiad. Ziemniaki. Schab z szybkowaru. Sałata masłowa z jogurtem greckim i cukrem. Teoretycznie nic szalonego. Mięso gotowane, nie smażone. Ziemniaki normalne, bez tłuszczu i mleka. Sałata masłowa. Jogurt grecki, trochę cukru. Brzmi jak zwykły domowy obiad, a nie jelitowy zamach stanu. A jednak. Dość krótko po posiłku zaczął boleć mnie brzuch. A kilka godzin później pojawiły się gazy takie, że pies nie chciał spać ze mną w łóżku. I powiedzmy sobie szczerze: jeśli pies rezygnuje z łóżka, to sytuacja jest poważna. Lucy oczywiśc...