Nie, nie mam schizofrenii.
W którymś momencie zaczęłam nazywać tę wersję siebie „Lucy”.
Nie, nie mam schizofrenii ani rozdwojenia jaźni.
Lucy to ta, która mówi „zjem tylko trochę”… a potem kończy z pustym talerzem i zdziwieniem w oczach.
Kim jest Lucy?
Lucy jest mną. Moim lustrem. Mną, na którą zwalam swoje porażki dietetyczne.
Przecież nie ja jestem winna, nie?
Lucy nie jest problemem. Lucy jest próbą poradzenia sobie.
Oto Lucy:
Jaka jest Lucy?
Wie lepiej, ma wywalone na zalecenia, je to, czego nie powinna, a potem zdycha.
Tzn. ja zdycham...
Choć ostatnio, nie powiem, moje wpisy wyglądają naprawdę dobrze i poza jakimiś drobnymi odchyłami od normy, to naprawdę nie mam powodu do narzekania.
Może poza wagą... Na tę zawsze chyba będę narzekać, ale czego się spodziewać, jeśli zjada się to, czego się nie powinno zjadać?
Oj Lucy, Lucy. No, nie pomagasz!

Komentarze
Prześlij komentarz
Komentarze są moderowane. Spam i reklamy nie będą publikowane.