Stanęłam na wadze i zobaczyłam +2 kg.
W tydzień. W TYDZIEŃ!!!!
Pierwsza myśl? „Super. Zepsułam wszystko.” (winię zjazd rodziny, absolutnie ja nie maczałam w tym palców. W ogóle!)
Zaczęłam myśleć tak intensywnie, że moje zwoje w mózgu prawie się wyprostowały.
Bo żeby przytyć 2 kg tłuszczu, trzeba by zjeść około 14 000 kcal nadwyżki.
I to jest moment, w którym warto zatrzymać się na chwilę.
2 kg w tydzień? Policzmy to na spokojnie
1 kg tłuszczu to około 7000 kcal
2 kg = 14 000 kcal nadwyżki
Czyli musiałabym codziennie jeść ok. 2000 kcal ponad swoje zapotrzebowanie w dodatku przez cały tydzień
To nie jest „zjadłam pizzę i lody”.
To jest poziom: „jem jak na święta + dokładka + deser + jeszcze raz”.
Dlatego w większości przypadków:
to NIE jest tłuszcz
💧 Co więc widzę na wadze?
1. Woda (dużo wody)
Każdy gram węglowodanów wiąże około 3–4 g wody.
Czyli:
- więcej słodkiego
- więcej pieczywa
- więcej „luźnego jedzenia”
= organizm zatrzymuje wodę
Efekt:
- opuchnięte palce
- ciężkość
- brzuch jak balon
- +1–3 kg na wadze w kilka dni
2. Glikogen (czyli zapas energii)
Gdy jem więcej węgli, organizm uzupełnia magazyny energii (glikogen)
A glikogen… trzyma wodę.
Innymi słowy - więcej jedzenia = więcej zapasu = więcej wagi
3. Stan zapalny jelit
Przy wrażliwym brzuchu (jak mój), niektóre rzeczy robią chaos:
- pizza
- ciężkie kombinacje tłuszcz + węgle
- niektóre warzywa
Efekt?
- brzuch ciężki, odbijanie, wzdęcia
- organizm „reaguje” → zatrzymuje wodę
„Ale przecież nie jadłam aż tak dużo”
I tu jest klucz.
Mogę:
- nie przekroczyć dramatycznie kalorii
- dużo się ruszać
- a i tak czuć się jak napompowany balon
Bo to nie zawsze jest kwestia kalorii.
To jest kwestia reakcji organizmu.
Ile to trwa?
Dobra wiadomość wiadomość jest taka, że z reguły stan ten trwa:
2–5 dni – opuchlizna zaczyna schodzić
7–10 dni – waga wraca do normy
Bez głodówki.
Bez „od jutra zero wszystkiego”.
O ile nie dołożę niczego po drodze.
Największy błąd
Po zobaczeniu +2 kg:
„Od jutra dieta idealna. Zero słodkiego. 100% clean.”
A potem:
- napięcie
- frustracja
- powrót do jedzenia
- kolejna spirala
- efekt jojo murowany u mnie
To nie działa.
✅ Co działa naprawdę
- wrócić do normalnego jedzenia (nie głodówki)
- ograniczyć chaos (pizza + słodkie + przypadkowe rzeczy)
- pić więcej płynów (tak, herbata też się liczy)
- dać organizmowi kilka dni
I… tyle.
Serio.
Najważniejsze zdanie
Moje ciało nie zepsuło się w tydzień.
Ono tylko zareagowało.
Bonus – coś, co zmieniło moje podejście
Zauważyłam, że:
- niektóre rzeczy „teoretycznie zdrowe” rozwalają mi brzuch
- a inne, które internet skreśla, działają u mnie lepiej
Dlatego zamiast pytać:
„czy to jest zdrowe?”
zaczęłam pytać:
„czy to działa dla mnie?”
I to zmieniło wszystko.
Na sam koniec
Jeśli właśnie patrzysz na wagę i masz ochotę wszystko rzucić:
- poczekaj kilka dni
- wróć do swoich „bezpiecznych” rzeczy
- obserwuj i zapisuj posiłki, nie panikuj
Bo bardzo możliwe, że:
- to nie jest problem tłuszczu
- tylko chwilowa reakcja organizmu
A to… da się odkręcić szybciej, niż myślisz.

Komentarze
Prześlij komentarz
Komentarze są moderowane. Spam i reklamy nie będą publikowane.