Przejdź do głównej zawartości

Bo wszystko zaczęło się od brzucha



Walka, która nie miała końca

Moja walka z nadwagą trwa od wielu lat. Raz chudnę, za chwilę przytyję z nawiązką. Dieta taka, dieta śmaka, jedz to, nie jedz tamtego. Ukończyłam kurs dietetyki I stopnia, pracowałam też przez kilka lat w sklepie ze zdrową żywnością, ale jak to w życiu bywa, „szewc bez butów chodzi”.

Stosowałam różne suplementy diety na odchudzanie, a także leki przepisane przez lekarza. Dawały efekt, ale krótkotrwały.


Brzuch mówił więcej niż dieta

Moją zmorą była niepohamowana chęć na słodkie. Nie cukierki, ciasteczka, ale czekolada, ciasta czy drożdżówki. Po nich brzuch miałam zawsze wzdęty, z mega bólami, kolkami, przelewaniem i rewolucjami. Już o "dwójce" nie wspomnę.

Nie potrafiłam magicznie wyłączyć w mózgu "nie jedz słodkiego, bo cię boli brzuch i tyjesz".


Zdrowie? Lista była długa

Moje schorzenia (zespół jelita drażliwego (IBS), przepuklina żołądkowo-przełykowa, nadżerki i refluks, do tego Hashimoto, a także usunięcie guza nadnercza wraz z nadnerczem i histerektomia wraz z jednym jajnikiem) też nie pomagają w walce z kilogramami.

Leki, hormony, stres, siedzący tryb życia powodowały frustrację, chęć szybkiej nagrody, odstresowania.


To nie było takie proste

W moim przypadku nie tylko słodkie dawało mi popalić. W grę wchodziły mączne produkty, ale nie wszystkie.

Oglądałam rolki, czytałam różne diety, próbowałam, bo skoro mówiono JEDZ TO, to człowiek miał nadzieję, że robi dobrze. Jakże się myliłam...


"Musisz" — słowo, które wszystko psuje

Już pomijam fakt, że powinnam się słuchać faktycznie gastrologa, który mówił, by przy IBS jeść pszenne pieczywo. Ale jak tu jeść pszenne pieczywo, jeśli wokół niemal wszyscy krzyczą "WYRZUĆ PSZENNE PIECZYWO, jeśli chcesz schudnąć!"?

I wiecie co? Wyszłam z tego worka, do którego sama siebie wrzuciłam. Wyszłam z tego "MUSISZ".

JA nie muszę. Bo MI szkodzi.


Moment przełomowy: zaczęłam obserwować

Zaczęłam zapisywać w Excelu, co jem, kiedy, jakie mam objawy. Zaczęłam widzieć pewne wzorce.

Dzięki samej obserwacji udało mi się zrzucić 10 kg bez wyrzeczeń, a tylko za pomocą obserwacji reakcji organizmu na dostarczane pożywienie oraz dzięki dwóm superprogramom, które znalazłam na YouTube. Zrozumiałam wtedy też, gdzie popełniam jeszcze błąd zupełnie nieświadomie — będę o tym pisać, bo to jest świetny materiał do oglądnięcia i wyciągnięcia wniosków.


Ciało zaczęło mówić jasno

Nie mogę jeść większości warzyw gotowanych, zero surowizny. Witamina B9 pleciała na łeb, na szyję, zaczęła się mgła mózgowa. Endokrynolog przepisał kwas foliowy 15 mg z kuracją na 3 miesiące.

Zrobiłam powtórne badania dotyczące tarczycy – wyszło Hashimoto, jak było, tak i jest (i będzie), ale bez leczenia hormonalnego, ponieważ hormony są w normie – do obserwacji.

Wyrzut histaminy – reakcja krzyżowa w połączeniu wędliny z nabiałem (serek na kanapce, kawa z mlekiem).

Pokrzywka i obrzęk – po glukozaminie ze skorupiaków.

Testy alergiczne skórne? Książkowe, nawet histamina mi nie wyszła.


Excel to był początek

Excel jest świetny, ale brakowało mi klikania, szybkiego wyciągania wniosków, analizy.

Wymyśliłam więc aplikację, która działa podobnie jak Excel, ale prościej, szybciej, bardziej intuicyjnie i łatwodostępnie.


I jeśli to pomoże choć jednej osobie...

I jeśli aplikacja ta pozwoli choć jednej osobie znaleźć jakiś wzorzec, coś wspólnego — to było warto.



Komentarze

Warto przeczytać

Update aplikacji

Update aplikacji BodyMirror Zrobiłam update aplikacji BodyMirror – w sekcji "Waga" dołożyłam opcjonalne "Wypróżnienia", gdzie będzie można wpisać ich rodzaj oraz ilość. Logika aplikacji działa na podobnej zasadzie - analizuje wzroce na podstawie wpisanych posiłków. Ilość snu powiązałam również z posiłkami, samopoczuciem, ewentualną wagą, ale wzorzec będzie widoczny dopiero po około 10 wpisach. Link do aplikacji jest TUTAJ .

Dlaczego cukier, a nie erytrytol?

  Dlaczego cukier, a nie erytrytol? Brzmi jak herezja, prawda? Internet od kilku lat próbuje przekonać mnie, że cukier to biała śmierć, a erytrytol, ksylitol i cała reszta słodzikowej rodziny to niemal cud natury. No więc... Mój brzuch ma na ten temat nieco inne zdanie. Przecież są zdrowsze zamienniki Jest ich całe mnóstwo. Erytrytol. Ksylitol. Stewia. Słodziki. Mieszanki. Produkty "bez cukru". Produkty "fit". Produkty "zero". Produkty "light". Brzmi świetnie. I pewnie dla wielu osób faktycznie świetnie działa. Ja też dałam się skusić. Oczywiście na promocji. Bo jakżeby inaczej. Lucy zobaczyła promocję Zachęcona atrakcyjną ceną kupiłam dwa opakowania erytrytolu. Dwa. Bo przecież jak promocja, to trzeba korzystać. Prawda? Nieprawda. Już po pierwszym użyciu gorzko tego pożałowałam. Dosłownie i w przenośni. Czym właściwie są poliole? Tutaj zaczyna się ciekawsza część historii. Erytrytol i ksylitol należą do grupy substancji nazywanych poliolami. Pol...

Dziwny przypadek Lucy

  Dziwny przypadek Lucy vel Lucindy (mój znaczy): Ten sam obiad. Prawie. Czasem człowiekowi wydaje się, że już coś wie. Że zna winowajcę. Że rozgryzł swój brzuch. Że problemem jest mięso, tłuszcz, smażenie, ciężki obiad albo jeszcze coś innego. A potem wystarczy zmienić jeden element posiłku i cały misterny plan analizy robi efektowne „ups”. Tak właśnie było u mnie. A właściwie u Lucy. No dobrze. U mnie. Przypadek numer jeden: ziemniaki i dramat Posiłek: obiad. Ziemniaki. Schab z szybkowaru. Sałata masłowa z jogurtem greckim i cukrem. Teoretycznie nic szalonego. Mięso gotowane, nie smażone. Ziemniaki normalne, bez tłuszczu i mleka. Sałata masłowa. Jogurt grecki, trochę cukru. Brzmi jak zwykły domowy obiad, a nie jelitowy zamach stanu. A jednak. Dość krótko po posiłku zaczął boleć mnie brzuch. A kilka godzin później pojawiły się gazy takie, że pies nie chciał spać ze mną w łóżku. I powiedzmy sobie szczerze: jeśli pies rezygnuje z łóżka, to sytuacja jest poważna. Lucy oczywiśc...